fbpx

O mnie

To od początku… Mam na imię Ola i jestem metodykiem w poznańskiej Papudze – szkole językowej, którą od kilku lat współtworzę. Uczę angielskiego, chociaż praca lektorska, czy też nauczycielska, nigdy nie była moją wymarzoną ścieżką kariery. 

Jako dziecko chciałam zostać za to księżniczką. Lubię myśleć, że może jeszcze kiedyś się uda 😉 Moja droga “od zera do metodyka” wydawać się może serią bardziej lub mniej fortunnych zdarzeń, jednak dla mnie stanowi dowód na to, że przeznaczenie zawsze znajdzie drogę.


Mieszkam w małym mieszkanku w Poznaniu z Patem – zwanym również Najlepszym z Mężów oraz Perfekcyjnym Patem. Staram się twardo stąpać po ziemi i twardo realizować swoje plany. Mój mózg nie cierpi przestojów, dlatego na tapecie zawsze mam co najmniej 2-3 projekty, którymi się zajmuję. Szybko się uczę – to zdecydowanie moja supermoc! Książki natomiast po prostu połykam – niektóre przeżuwam bardziej, inne mniej, za to wszystkie kocham. A najbardziej ich zapach. W poprzednim wcieleniu byłam pewnie bibliotekarką albo antykwariuszem.

Początek drogi

Język był obecny w moim życiu od zawsze! Języki świetnie szły mi w szkole (zresztą jak wszystko inne… trochę wstyd się przyznać, ale byłam raczej kujonem) i zawsze lubiłam się ich uczyć. Dlatego mimo oczywistych inklinacji sportowych (trenowałam wyczynowo pływanie w klasie sportowej), trafiłam do Zespołu Szkół Dwujęzycznych w Opolu. To był big deal – do tej szkoły trzeba było zdać specjalne egzaminy i z całego województwa przyjmowano zaledwie 30 osób. Przez 6 lat uczyłam się w systemie podwójnego programu – kluczowe przedmioty wykładane były zarówno po polsku, jak i angielsku. Do dziś śmieję się, że dzięki temu miałam zawsze dwie “tróje” na świadectwie – jedną z matmy, a drugą z matmy w języku angielskim. 


Wszyscy sądzili, że zajdę daleko, ale ja akurat przechodziłam światopoglądowy bunt. Dlatego na przekór oczekiwaniom nigdy nie skończyłam anglistyki (i nadal nie mam zamiaru!). Moim marzeniem było pójść na AWF i mimo sprzeciwu rodziców postawiłam na swoim. Wtedy uważałam, że moim życiowym przeznaczeniem jest sport i trening wyczynowych snowboardzistów. Oczami wyobraźni widziałam siebie mieszkającą na stałe we Włoszech lub Austrii i spędzającą dnie na śniegu, a wieczory w klimatycznych knajpkach (ten scenariusz nadal mi się czasem śni, mówiąc szczerze!). Weryfikacja planów nadeszła szybko i już na etapie licencjatu wiedziałam, że czas szukać innej drogi, ale za nic nie wiedziałam, czym chciałabym się zajmować. Więc, jak w przypadku wielu innych młodych ludzi, przyszedł czas na poszukiwanie siebie.


Pracowałam odkąd pamiętam. Jako nastolatka pracowałam jako instruktorka pływania i dawałam korepetycje. Potem nastąpił długi etap (w zasadzie nadal nieskończony) pracy na obozach dla dzieci i młodzieży, gdzie jako 20-latka dostałam do kierowania swój pierwszy obóz. Pracowałam dla najlepszych w branży i policzyłam kiedyś, że poprowadziłam około 50 turnusów dwutygodniowych obozów. Potem przestałam liczyć, ale nadal uważam, że większość moich kompetencji wykształciła się właśnie w tym piekielnie trudnym środowisku. Tworzyłam całodzienne gry terenowe na 300 osób i zarządzałam sporym zespołem żółtodziobów. Tworzyłam standardy pracy i podwyższałam poprzeczkę następcom. Dzięki tym doświadczeniom wiem, że wszystko się da, jeśli tylko jest na to plan i ludzie, którzy potrafią go wykonać. Następnie zatrudniłam się w sekretariacie jednej z sieciowych szkół językowych, gdzie przepracowałam jakieś pół roku, nudząc się jak mops (i już wiedziałam, że nie dla mnie rozkosze prac biurowych). Pracowałam też jako animatorka w fundacji oraz dawałam indywidualne lekcje angielskiego (miałam uczniów w pełnym przekroju wiekowym – od 5-letnich bliźniaków po Panią w wieku mocno średnim). Byłam też instruktorką przeróżnych sportów (do dziś uważam, że przy zaledwie godzinie z YT przygotuję profesjonalny trening z każdej dyscypliny). Gdzieś po drodze trafiłam też do Papugi, gdzie zaczynałam jako lektorka na kilka godzin i zastępstwa (co zupełnie mi nie przeszkadzało, bo przecież ja “szukałam siebie” i nie chciałam wcale być lektorką “na full”).

Pani od Metodyki

Moment zwrotny nadszedł wraz z zakończeniem studiów. Pomimo osiągnięć akademickich i świetnej pracy magisterskiej wiedziałam, że przygoda ze sportem musi się skończyć. Wpadłam w panikę i na hurra szukałam jakiegoś zajęcia, którym będę mogła zająć się “na prawdę” kiedy już oficjalnie skończę studia. Paliło mnie tym bardziej, że spotykałam się już z moim aktualnym mężem (a wtedy najnowszą miłosną zdobyczą) i zależało mi żeby nie wyjeżdżać ani na moment z Poznania. Pomysł powrotu na full Papugi spadł mi jak z nieba! Początkowy plan był taki, że popracuję tam z rok, a następnie poszukam czegoś lepszego. Przez pierwszy rok w to wierzyłam. Do tego stopnia, że nawet wybrałam sobie studia podyplomowe, które miały dać mi nowy, wspaniały zawód. Potrzebowałam natomiast pracy żeby móc za nie zapłacić! I tak minął drugi prawdziwy rok w Papudze (najcięższy zresztą w moim życiu – w tamtym czasie prowadziłam ok. 27h zajęć/ tyg i spędzałam każdy weekend na uczelni). Wtedy też pojawiła się okazja na dołączenie do teamu metodycznego. Musicie wiedzieć, że ja zupełnie nie potrafię odmawiać i jeśli jakiś pomysł mnie skusi (lub miło połechta moje ego), niemal nie ma szans żebym go odrzuciła. Przeszłam więc wymagającą rekrutację (pamiętam, że na przygotowanie zadań rekrutacyjnych poświęciłam ¾ urlopu…) i dołączyłam do teamu.

 

Potem już z górki… Własne programy językowe, rewolucja w rekrutacji i hospitacjach, otwieranie i nadzorowanie nowych lokalizacji, wprowadzanie nowych stanowisk, programy szkoleniowe dla nowych i starych lektorów, własny obóz językowy, nadzorowanie półkolonii językowych i w końcu przejście do strefy online, będąca konsekwencją pandemii koronawirusa. Wszystko z błyskiem w oku i wiecznym stanie flow!

Własna przestrzeń w sieci

Wbrew temu, co czasem mówię głośno… Uwielbiam moją pracę! Mój ciągły głód posuwania się do przodu sprawił, że postanowiłam dzielić się moją wiedzą na szerszą skalę. Skoro tu jesteś to chyba nadajemy na jednych falach i ty również czujesz głód wiedzy i chęć rozwoju!
Jeśli tak jest, to witaj w domu. Nauczę Cię wszystkiego, co wiem!
 
Na mojej stronie znajdziesz między innymi:
– inspirujące artykuły skierowane do lektorów, nauczycieli, metodyków, menedżerów, właścicieli szkół i innych osób zainteresowanych nauczaniem języków
– cykliczne webinary na żywo dla nauczycieli i metodyków
– kursy i szkolenia na żywo oraz w formule nagraniowej
– e-booki, które poszerzą Twoją wiedzę i pozwolą nabyć unikalnych kompetencji
– podcasty dla metodyków, czyli comiesięczna dawka wsparcia w przyjemniej audio formie
– darmowe wyzwania, dzięki którym w szybkim czasie nauczysz się czegoś nowego
– krótkie filmiki instruktażowe, wpisy i inspiracje, które znajdziesz na blogu oraz w mediach społecznościowych